Polska stała się polem bitwy pomiędzy Komisją Europejską a Federacją Rosyjską odnośnie implementacji 3 pakietu liberalizującego rynek gazu - mówi europoseł Bogdan Marcinkiewicz (PO).
Dlaczego jego zdaniem może zabraknąć gazu w Polsce w drugiej połowie października?
- Od stycznia 2010 roku Gazprom Export dostarcza do Polski więcej gazu niż wynika to z podpisanego kontraktu. Wynika to z faktu, że równolegle funkcjonuje nowy kontrakt, który do chwili obecnej nie jest podpisany, zarówno przez PGNiG SA. jak i Gazprom Export, z uwagi na brak uzgodnień na poziomie rządowym pomiędzy Federacją Rosji i RP. Obecnie dostawy wynikające z pierwotnego kontraktu są w końcowej fazie realizacji. W tej sytuacji są trzy scenariusze - tłumaczy nasz rozmówca.
Pierwszy to rozmowy prowadzone przez delegacje rządu Federacji Rosyjskiej i RP przy współudziale Komisji Europejskiej. Udaje się uzgodnić tekst porozumienia, co wydaje się mało realne z uwagi na utratę wpływu przez stroną rosyjską na "obsługę gazociągi Jamalskiego" zgodnie z zapisami o jakie proponuje Komisja Europejska uzupełnić uzgodnione uprzednio porozumienie,
Drugi to w wyniku braku uzgodnień w sprawie protokołu międzyrządowego i przeciągających się negocjacji, zostanie wypracowana formuła dodatkowych dostaw gazu z Gazpromu w 2010r., do chwili zawarcia stosownych porozumień międzyrządowych, ale ta sytuacja będzie musiała znaleźć rozwiązanie, aby nie było powtórki pod koniec 2011 roku,
Trzeci scenariusz to brak dodatkowych dostaw gazu z Gazpromu i ograniczenie zużycia gazu w Polsce dla odbiorców przemysłowych,
Dwa pierwsze scenariusze są optymistyczne i nie stwarzają zagrożeń dla polskiej gospodarki. Trzeci scenariusz wymaga dodatkowych wyjaśnień: po pierwsze nieprawdą jest, aby można było jeszcze w tym roku wykorzystać całe zapasy z PMG (podziemne magazyny gazu), które w okresie około dwóch miesięcy mogą dostarczyć do systemu gazowniczego nie więcej niż 1/3 pojemności (z zapasów 1,3 mld m3). Do chwili obecnej rozmowy z zachodnimi firmami nie doprowadziły do realizacji dostaw gazu zarówno poprzez system gazociągów ukraińskich (dostawy EON z Węgier) jak też nikt nie podjął się wirtualnych dostaw gazu poprzez gazociąg Jamalski.
- Własna produkcja gazu, dostawy z PMG oraz niewielka ilość gazu dostarczana gazociągiem Jamalskim umożliwia zabezpieczenie dostaw dla odbiorców jedynie w warunkach letniego zapotrzebowania. Każdy spadek temperatury, a Polsce bardzo często zarówno w październiku jak i w listopadzie, temperatury spadają poniżej minus 10 st., powoduje dwu a nawet trzykrotny wzrost zapotrzebowania na gaz. W takiej sytuacji najgorsza sytuacja będzie na końcówkach gazociągów gdzie ciśnienie gazu może być nie wystarczające nawet dla odbiorców komunalnych - ostrzega eurposeł.
Czy taki scenariusz jest możliwy?
- Wygląda, że tak, ponieważ "pomoc" Komisji Europejskiej w zakresie dodatkowych dostaw z zachodu wygląda na iluzoryczną i możliwą jedynie na "papierze" a nie faktyczną. Polska stała się polem bitwy pomiędzy Komisją Europejską a Federacją Rosyjską odnośnie implementacji 3 pakietu liberalizującego rynek gazu. Jest to dla Polski bardzo niedobra sytuacja, ponieważ, tak jak i inne kraje nowo przyjęte, nie ma jeszcze infrastruktury technicznej pozwalającej na prowadzenie konfliktu gazowego z Rosją. Polsce grozi poważny kryzys energetyczny w postaci deficytu dostaw na poziomie 1,7 miliarda m3 - mówi Marcinkiewicz.